Z naturą nie wygrasz. Górą RWD!

Na początku tego roku, gdy sprzedawałem moje BMW E36 miałem mocne postanowienie, że teraz będę startował w KJS i walczył. Stąd decyzja o zakupie rajdowej astry. Życie oczywiście mocno zweryfikowało moje plany, a kilka imprez w których wziąłem udział potwierdziło tylko, że większą frajdę niż walka o sekundy daje mi jednak jazda w poślizgu. A że driftowanie i przedni napęd raczej nie idą w parze, zapadła decyzja o powrocie do RWD, a co za tym idzie do jedynej słusznej marki jeśli chodzi o tanie driftowanie – BMW.

Decyzja o sprzedaży astry była wyjątkowo łatwa i prosta. W ciągu 6 miesięcy auto wzięło udział w jednej dużej imprezie i kilku mniejszych, do tego cały czas borykałem się z problemem braku mocy (do dziś nie do końca wiem z czego wynikał). Rozstanie było więc łatwe, bo auto większość czasu stało nieużywane i marnowało się. Zaczęły się więc poszukiwania driftowozu.
Dużym ograniczeniem był tu założony budżet, zwłaszcza w połączeniu z innymi wymaganiami. Nad marką i modelem zbytnio nie musiałem się zastanawiać. Najlepszy stosunek ceny do mocy i osiągów daje dziś tylko BMW E36. Nastawiłem się na silnik 2,5 litra, zanany mi z mojej poprzedniej BMW. Ewentualnie dopuszczałem 2.0, ale raczej tylko w nadwoziu compact (najlżejszym) ewentualnie w ładnym coupe. Najbardziej chciałem jednak kombi, ze względu na jego możliwości ładunkowe. Do tego liczyłem, że uda się trafić auto już przygotowane do driftu – zaspawany most (lub szpera), kubełki, pasy szelkowe, może nawet hydrołapa…

To był pierwszy, ale chyba też ostatni raz, gdy chciałem kupić auto za pomocą facebooka. Po napisaniu ogłoszenia pojawiło się kilka ofert, ale próba kontaktu z niektórymi osobami okazała się drogą przez mękę. W końcu udało się dogadać z gościem z krańca Wielkopolski, który za dość atrakcyjną cenę miał do sprzedania coupe z M50B25 (2,5l 192KM, żeliwny blok) pod maską. Przejechałem więc prawie 150 kilometrów, żeby obejrzeć to cudo. Okazało się, że wymieniona i to niezbyt ładnie została cała prawa tylna ćwiartka auta. Buda wyjechała z fabryki z 1.6 pod maską, co też miało konsekwencje w pewnych brakach. Mimo to, pewnie bym wziął tego strupa, gdyby nie dym. A właściwie to olbrzymie obłoki dymu, pochodzące ze spalanego oleju. Przyciśnięty do ściany gość przyznał, że choć auto praktycznie tylko stoi, to w ciągu trzech miesięcy wlał litr oleju…

Dzień później próbowałem umówić się z gościem mieszkającym ledwie 50 kilometrów ode mnie. Miał na sprzedaż całkiem sensownie wyglądające coupe 2.0 M50B20. Auto może nie było specjalnie przygotowane do driftu (poza zaspawanym mostem) ale cena była bardzo atrakcyjna. Czekając jednak aż ten znajdzie czas, bym mógł obejrzeć auto, znajomy wypatrzyła na allegro inną ofertę. Do przejechania miałem wprawdzie 100 kilometrów, ale czekało na mnie kombi (!) z 2,5 M52B25 (170KM, aluminiowy blok). Cena znacznie przekraczała mój budżet, ale jechałem z myślą o mocnych negocjacjach.
Nie zdziwiło mnie zbytnio to, że auto wyglądało zdecydowanie gorzej niż na zdjęciach. Stan lakieru zdecydowanie bez szału, za to podłoga i progi zdrowe, co w E36, zwłaszcza w takich pieniądzach nie jest wcale oczywiste. Auto miało na wyposażeniu tempomat, abs (niesprawny), szyberdach, el. szyby i lusterka, climatronic dwustrefowy (niesprawny, tzn sama klima nie działała), audio z sześcioma głośnikami itp itd no i instalację gazową (chyba niezłej klasy).
Poza niedziałającym wyposażeniem, na którym mi zbyt nie zależało problemem okazał się silnik. Od razu po odpaleniu widać było, że nie chodzi na wszystkie cylindry. Właścicielka, starsza pani, stwierdziła że mechanik jej powiedział, że trzeba wymienić cewkę.
Wszystko fajnie, tylko czy wierzyć sprzedającemu, który chce się pozbyć auta…?
W dodatku okazało się, że silnik się grzeje. Wystarczyło 10 minut na wolnych obrotach, żeby wskazówka powędrowała pod czerwone pole. Ponownie, właścicielka stwierdziła, że był wymieniany korek w chłodnicy i nagrzewnica i pewnie jest za mało płynu. Tym razem miała rację, trochę to trwało, ale udało się odpowietrzyć chłodnicę i silnik zaczął trzymać temperaturę. Nadal otwarta pozostała kwestia czy brać auto czy dać sobie spokój. Zadecydowała cena. Po dłuższej rozmowie pani opuściła ją o ponad 25%. W ten sposób stałem się szczęśliwym (jak się potem okazało, jednak nie do końca) posiadaczem drugiego w moim życiu BMW.

W drodze powrotnej okazało się, że autko lub puścić dymka. Zdecydowanie mniej niż wspominane wyżej coupe, ale jednak mu się zdarzało. Na początek trzeba było jednak rozprawić się z faktem, że nie chodzi na wszystkie cylindry.
Winna na szczęście okazała się faktycznie cewka.

Na pewno nie pomagała też świeca na 1. cylindrze, jednak jej stan był raczej pochodną stanu cewki.

Używana oryginalna cewka i komplet nowych świec pozwolił uporać się z problemem. Dymienie niestety zostało, ale to już sprawa, którą rozwiązać może chyba tylko remont albo swap. Dodatkowo okazało się, że nie działa Vanos, czyli zmienne fazy. Rozwiązanie – jak wyżej.

Mimo to, zacząłem przygotowywać auto do driftu. Z wnętrza wyleciało w zasadzie wszystko co zbędne, zainstalowana została natomiast rozpórka kielichów z tyłu. Spod maski zniknęła instalacji klimatyzacji, która i tak nie działała. Do pełni sukcesu przydałoby się jeszcze wyrzucić gaz i zmienić. zawieszenie na sztywniejsze.

Oczywiście nie zabrakło też zaspawanego dyferencjału.

Pierwszy trening pokazał, że auto nadal waży sporo, troszkę brakuje mu mocy (zwłaszcza na niskich obrotach) no i wymaga lepszych opon, bo przód był bardzo miękki i bardzo wyjeżdżał aż w końcu się po prostu poddał.

Póki co udało mi się zorganizować trochę felg i opon oraz wsadzić na przód felgi z BMW E32 o ET20, co znacznie poprawiło prowadzenie.


Już wkrótce pierwsze większe treningi. A, jeszcze parę fotek, jak auto wyglądało po zakupie. Obecnie trwa downgrade w kierunku drift gruza 😉

Autor: Szczepan Wojdyła

Szczepan Wojdyła - z zamiłowania i powołania kierowca, z wykształcenia politolog, zawodowo zajmuje się reklamą. W chwilach wolnych od pracy pisze bloga i pracę doktorską. Kocha samochody - im starsze tym lepsze, podziwia włoska motoryzację i uwielbia prowadzić wszystko, co ma kierownicę i 4 koła.

7 myśli na temat “Z naturą nie wygrasz. Górą RWD!”

  1. Ogarnięcie Vanosa to nie powinien być duży kłopot… a już na pewno nie tak duży, żeby zmieniać silnik. Przegrzewanie to rzeczywiście była kwestia małej ilości płynu?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *