Śnieg to nie koniec świata!

Znowu spadł śnieg. Niby nic niezwykłego, ale dla wielu kierowców jego obecność zimą wydaje się ogromnym zaskoczeniem. Tak wielkim, że paraliżuje ich, zmuszając do poruszania się z prędkościami rzędu góra 20km/h. Czy to musi jednak tak wyglądać? Czy naprawdę warstwa śniegu czy nawet lekkie oblodzenie musi paraliżować ruch w miastach? Moim zdaniem nie, pod warunkiem, że zamiast strachu włączymy myślenie.

Zacznijmy od odpowiedzi na pytanie, dlaczego zwalniamy przy opadach śniegu i niskiej temperaturze. Odpowiedź jest prosta – chodzi o mniejszą kontrolę nad autem i trudniejsze do przewidzenia jego zachowanie, droga hamowania się wydłuża, zwiększa się tendencja do nadsterowności i podsterowności (w zależności od napędu), czasem trudniej ruszyć, łatwiej stracić przyczepność.

Czy jednak jedynym wyjście z tej sytuacji jest poruszanie się w tempie żółwia? Przecież przewidując sytuację na drodze, zachowując spokój i zdrowy rozsądek naprawdę można zimą poruszać się całkowicie płynnie. Wiele zależy tu jednak m.in. od opon. Dobre zimówki to bardzo ważny element, pozwalający poczuć się w miarę bezpiecznie na zaśnieżonej drodze.

Z drugiej strony niedawno zdarzyło mi się tak, że w trakcie bardzo obfitych opadów śniegu musiałem przejechać kilkukrotnie moim E36 z zaspawanym dyfrem, niby na zimówkach, ale nie ukrywam, że niemal całkiem łysych. Mimo to nie byłem zawalidrogą, bo nawet takim autem można na śniegu przemieszczać się bezpiecznie. Kluczem do sukcesu jest delikatność – delikatne ruszanie, delikatne hamowanie (z dużym wyprzedzeniem, zwłaszcza w autach bez ABS), unikanie nagłego i nadmiernego kręcenia kierownicą. Przestrzegając tych zasad można mimo wszystko poruszać się dynamicznie i bezpiecznie.

Mając jednak dobre opony zyskujemy bardzo dużo. W drugim moim aucie – mitsubishi lancer 1.6 z 2006 roku mam bardzo dobre, niemal nowe zimówki continentala. Różnica w prowadzeniu jest ogromna – znacznie trudniej zblokować koła przy hamowaniu (czy raczej doprowadzić do zadziałania ABS-u), łatwiej ruszyć, można szybciej pokonać zakręt. 

Bardzo ważne jest tu też zachowanie odpowiednio większego odstępu od poprzedzających pojazdów, bo nigdy nie wiemy kiedy trafimy na bardziej oblodzony fragment jezdni. Interesującą kwestią jest także odpowiednie pracowanie skrzynią biegów. W moim wypadku zakręty, zwłaszcza ostre, wolę pokonywać w takich warunkach na niskim biegu, żeby w razie czego mieć pewność, że wciśnięcie gazu przełoży się na konkretną reakcję (w BMW głównie zarzucenie tyłem i zacieśnienie skrętu), zaś przyspieszając na prostej staram się korzystać z wyższych przełożeń, żeby nie zerwać przyczepności.

Możliwe, że powyższe kwestie wydają się niektórym banalne, ale patrząc na to, co się dzieje na drogach, gdy tylko spadnie trochę śniegu jestem przekonany, że wielu osobom trzeba wytłumaczyć, że problemem w warunkach zimowych nie jest prędkość sama w sobie i jazda 20km/h nie rozwiązuje niczego, w dodatku frustrując pozostałych użytkowników dróg.

Autor: Szczepan Wojdyła

Szczepan Wojdyła - z zamiłowania i powołania kierowca, z wykształcenia politolog, zawodowo zajmuje się reklamą. W chwilach wolnych od pracy pisze bloga i pracę doktorską. Kocha samochody - im starsze tym lepsze, podziwia włoska motoryzację i uwielbia prowadzić wszystko, co ma kierownicę i 4 koła.

Jedna myśl na temat “Śnieg to nie koniec świata!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *