Mitsubishi Galant 2.5 V6 – limuzyna za grosze

Galant z lat 1997-2003 był limuzyną klasy średniej, w Europie zaś topowym modelem tej marki. Plasował się gdzieś pomiędzy BMW serii 3, Audi A4 i Mercedesem klasy C a BMW serii 5, Audi A6 i klasą E. Obecnie jego ceny zaczynają się już od 3-4 tys złotych za egzemplarze w kiepskim stanie do 12-15 tys za najbogatsze, zadbane egzemplarze z końca produkcji. Czy jednak jest to auto warte zainteresowania?

W tytule tego wpisu pojawia się od razu wersja silnikowa – 2,5 V6. Dlaczego? Bo to jedyny sensowny silnik do tego auta. Podstawowym silnikiem była jednostka 2.0 o mocy 136KM i momencie obrotowym 178Nm. Choć pozwalała ona by ten samochód o wadze ok. 1,3 tony rozpędzał się do 100km/h w nieco mniej niż 10 sekund, to jednak jej charakter absolutnie nie pasował do tej limuzyny (lub kombi, bo i w takiej wersji galant występował).
Kolejnym silnikiem był 2.4 litrowa jednostka GDI a więc z bezpośrednim wtryskiem. Choć moc 150KM i moment 225Nm zapewniały niezłą dynamikę i elastyczność (setka w ok 9 sekund) to silnik ten borykał się z kilkoma problemami konstrukcyjnymi i był prawdopodobnie najbardziej awaryjną jednostką w tym modelu.
Amatorzy diesla wybór mieli niewielki – zaproponowano im tylko silnik 2.0 TD o mocy zaledwie 90KM i momencie obrotowym wynoszącym 202Nm. To przekładało się na osiągu, które zupełnie nie przystawały do charakteru auta – na pierwszą setkę trzeba było czekać niemal 13 sekund, a poza tym jego spalanie znacząco odbiegało chociażby od słynących z oszczędności jednostek VW TDI czy fiatowskich JTD.
Topową i jednocześnie jedyną jednostką, która naprawdę pasuje do Galanta jest 2.5 V6. Największa pojemność i moc (163KM, 223Nm), 4 zawory na cylinder (choć tylko po jednym wałku w każdej głowicy) i widlasty układ cylindrów, który przekłada się na niemal całkowicie płaski przebieg momentu obrotowego, którego 90% (ok 200Nm) jest dostępne już od ok. 1800 rpm i utrzymuje się aż do 5500rpm. Choć przyspieszenie do 100km/h w granicach 8,5 sekundy nie szokuje i faktycznie auto nie nadaje się do ścigania (pamiętajmy, że z tym silnikiem waży już niemal 1,5 tony), to w praktyce jest bardzo przyjemne na codzień i zapewnia dużą elastyczność. Zużycie paliwa zależy przede wszystkim od nogi kierowcy, w mieście można spalić 10-11l/100km, ale nie ma problemu by spalić ponad 15 litrów. W trasie przy spokojnej jeździe osiągalny jest wynik na poziomie 7-8l/100km.

Dla spragnionych prędkości mitsubishi przygotowało wariant specjalny – VR4, czasem występujący także jako Legnum. Poza kilkoma wizualnymi detalami podstawową różnicą był napęd na 4 koła oraz silnik. Specjaliści japońskiego koncernu wzięli na warsztat jednostkę 2.5 V6 i po namyśle dorzucili do niej dwie turbiny. Efekt? 280KM przy 5500rpm i 363Nm przy 4000rpm, co przekłada się na 6,5 sekundy do 100km/h. To jednak wersja ekstremalna, głównie spotykana z kierownicą po prawej stronie.

Zawieszeniowo Galant wypada nieźle, choć trochę mu brakuje do niemieckich rywali. Zarówno z przodu jak i z tyłu zastosowano zawieszenie wielowahaczowe. W wersji kombi z tyłu montowano czasami także samopoziomujące amortyzatory z tyłu, tzw. nivomaty. Zawieszenie jest miękkie i komfortowe, dobrze wybiera nierówności. Jednocześnie zapewnia stabilne prowadzenie i pozwala czerpać przyjemność z jazdy po zakrętach. Trzeba jednak pamiętać o nastawieniu na komfort, bowiem w szybkich łukach łatwo o podsterowność, czemu sprzyja ciężki silnik z przodu.
Plusem jest wysoka trwałość zawieszenia, minusem natomiast jego skomplikowana budowa, która daje o sobie znać, gdy trzeba coś wymienić. Najmłodsze egzemplarze mają już 12-13 lat i nawet trwałe zawieszenie poddaje się w tym wieku, tym bardziej że realne przebiegi tych aut często przekraczają 300 tys km. W praktyce potrafi to znacząco podnieść koszt eksploatacji auta. Same części nie są bardzo drogie (za wyjątkiem nivomatów, które nie mają zamienników a w ASO kosztują nawet kilka tysięcy złotych) ale jest ich bardzo dużo. W każdym wahaczu jest po kilka wymiennych tulei, w praktyce jednak często opłaca się wymieniać całe wahacze. Wymiana kompletnego zawieszenia na dobrej jakości zamiennikach to koszt nawet od 2 do 3 tysięcy złotych.
Przypadłością wielu egzemplarzy jest zużycie łożysk przednich kół. Za łożysko wraz z piastą dobrej firmy zapłacimy nawet 300-400zł. Najtańsze zamienniki kosztują wprawdzie nawet poniżej 100zł, jednak często mówi się o ich kiepskiej jakości.

Wnętrze jest obszerne, zarówno z przodu jak i z tyłu zmieszczą się nawet wysocy pasażerowie. Pozycja za kierownicą jest dość niska, jednak nie każdemu będzie odpowiadać, za kółkiem dobrze będą się czuły osoby o długich rękach i krótkich nogach. Standardowo występowała welurowa tapicerka, jednak bardzo często spotyka się skórzane wnętrza, nierzadko w połączeniu z podgrzewanymi siedzeniami. Tworzywa użyte na desce rozdzielczej są dobrej jakości, mieszane uczucia budzą jedynie wstawki na konsoli środkowej, które udają drewno (w niektórych wersjach są bardziej stonowane – czarne lub ciemnofioletowe).

Skoro już jesteśmy przy wyposażeniu – nawet standardowe jest bardzo bogate. 4 poduszki powietrzne, abs, wspomaganie kierownicy, automatyczna klimatyzacja, centralny zamek, tempomat oraz elektryka szyb i lusterek to znacznie więcej niż w standardzie proponowała większość niemieckich konkurentów. Oprócz tego masa schowków i całkiem wygodne podłokietniki, także w oparciu kanapy z tyłu.

Bagażnik sedana jest całkiem spory, liczy sobie 470 litrów. Kombi teoretycznie nie ma się czym chwalić – jedynie 420 litrów, jednak podłoga bagażnika kryje kilka naprawdę sporych schowków (dopiero pod nimi jest koło zapasowe) a składana tylna kanapa pozwala powiększyć go do grupo ponad 1000 litrów, przy czym po jej złożeniu powstaje całkowicie płaska podłoga.

Czy warto więc kupić galanta? Warto, ale trzeba uważać. Tanie egzemplarze niemal na pewno będą oznaczać wysokie koszty. Trzeba też uważać na rdzę, która mocno atakuje nadkola i kielichy. Problematyczne bywają też skrzynie biegów, zarówno automatyczne, jak i manualne (zwłaszcza w przypadku silnika 2,5V6). Mimo to, galant oferuje za swoją cenę naprawdę sporo, warto jednak poszukać egzemplarza, którego stan nie będzie budził wątpliwości, bo nastawianie się na tanie naprawy będzie w tym wypadku poważnym błędem.

Autor: Szczepan Wojdyła

Szczepan Wojdyła - z zamiłowania i powołania kierowca, z wykształcenia politolog, zawodowo zajmuje się reklamą. W chwilach wolnych od pracy pisze bloga i pracę doktorską. Kocha samochody - im starsze tym lepsze, podziwia włoska motoryzację i uwielbia prowadzić wszystko, co ma kierownicę i 4 koła.

7 myśli na temat “Mitsubishi Galant 2.5 V6 – limuzyna za grosze”

  1. Jeszcze 2 lata tamu takim jeździłem, poszedł za 9 tys. do następnego właściciela. Bardzo miło wspominam, nawet kolorek ten sam co na zdjęciu. Rdza czasem się pojawia faktycznie w tych modelach ale można też trafić na bardzo zdrowe egzemplarze 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *