Coś się kończy, coś się zaczyna…

Czasem o trudnych rzeczach najlepiej mówić wprost.
Dlatego napiszę bez kombinacji – sprzedałem moją Skodę 120L. Bardzo mi było jej żal, kiedy odjeżdżała, bo spędziłem z nią ponad półtora roku i wsadziłem w nią sporo serca i pieniędzy, ale przychodzi w życiu taki czas, że trzeba coś zmienić i właśnie ta zmiana była konieczna.
Ciągle żal mi, że musiałem sprzedać skodę, ale nie miałem warunków na to, żeby bawić się w jej modyfikowanie, a niestety w seryjnej specyfikacji nie dawała ona szans na jakąkolwiek walkę w KJS. Owszem, zabawa w trakcie jazdy była świetna, ale świadomość, że zawsze jest się ostatnim trochę drażniła. Dlatego zapadła decyzja o sprzedaży. Samochód poszedł razem ze wszystkimi nagromadzonymi do niego częściami, drugim silnikiem, skrzynią, dwoma kompletami kół i masą opon. Szczęście w tym nieszczęściu jest takie, że kwota jaką otrzymałem za skodę w zasadzie pozwoliła zamknąć projekt ‚Skoda 120L’z niemal zerowym bilansem.
Na koniec ciekawostka – na kilka tygodni przed sprzedażą na tył wpadły do skody sprężyny od żuka skrócone o dwa zwoje. Niższe i sztywne, znacząco poprawiły prowadzenie. No ale z tego to już będzie się cieszyć nowy nabywca.
Ostatnie foto:

Następcy skody zacząłem szukać jeszcze przed sprzedażą. Kryteria były podobne jak wtedy, gdy kupiłem skodę – w miarę lekkie auto z tylnym napędem. Tym razem doszła do tego moc (minimum 150KM) no i większy budżet. Kupując skodę zakładałem kwotę 2000zł, tym razem byłem gotów wydać nawet trzykrotnie więcej. Nie chciałem tym razem szukać auta zbyt egzotycznego, żeby koszty części i napraw były na akceptowalnym poziomie.
Biorąc pod uwagę te kryteria wybór okazał się niezbyt szeroki. Po wielu dniach przeglądania allegro, otomoto i olx.pl zdecydowałem się na BMW E36 lub E30. W obu wypadkach w grę wchodziły silniki od 2.0 w górę, bo mniejsze były za słabe. Do 2.0 też podchodziłem z obawą, bo niby 150KM, ale realnie przekładało się to na okolice 10s do 100km/h – dla mnie trochę za wolno. Ostatecznie musiałem odrzucić E30. Dwa fajne, dobrze przygotowane egzemplarze z silnikami 2,5 były już sprzedane, gdy dzwoniłem po ogłoszeniach. Zostało więc E36, którego był większy wybór. Choć i tutaj nie było zbyt łatwo.
Początkowo nastawiłem się na wersję compact – zarówno wymiary jak i mniejsza masa były bardzo mile widziane. Problem polegał na tym, że w kwocie jaką dysponowałem brak było egzemplarzy w wersji 320, 323, 325 albo 328, królowały za to silniki 1.6 i 1.8. Podobnie było z wersją coupe, choć za nią przemawiały jedynie względy estetyczne. W pewnym momencie byłem już gotowy kupić 320 coupe, które było ok. 90km ode mnie, w Kłobucku, ale po oględzinach wróciłem zdegustowany. Blacha, silnik i zawieszenie były w miarę ok, ale wnętrze było POWYRYWANE, do tego ubezpieczenie skończyło się dzień przed tym, jak przyjechałem obejrzeć auto, a właściciel nie pozwolił na jazdę próbną za kierownicą tego potwora… Gdyby nie to, może bym je wziął, bo cena po negocjacjach mogła sięgnąć 2500zł. Ale cieszę się, że nie zdecydowałem się na ten egzemplarz.
Zaledwie kilka dni później znalazłem następcę skody. Stało się to w dniu, gdy nabywca przyjechał odebrać ode mnie czeskiego potwora 😉
Znalezione BMW 323i w sedanie w kolorze niebieskim (montrealblau) było ledwie 80km ode mnie i kusiło dobrym stanem, zawieszeniem KONI i atrakcyjną ceną do negocjacji.
Na miejscu okazało się, że też nie jest to ideał. Silnik pracował dobrze, zawieszenie było nieco obniżone i sztywne (amortyzatory z regulacją twardości), ale uszkodzony był lewy błotnik (delikatnie) no i brak było wnętrza. Nie było boczków ani tylnej kanapy, a fotele z przodu były z wersji coupe, do tego w średnim stanie. Za to blacharka była w bardzo fajnym stanie. To, co dla normalnego kupującego było by mocnym argumentem przeciw, dla mnie było dobre, bo dawało pretekst do zbijania ceny.

Na plus należy zaliczyć to, że wszystko działało – elektryczne szyby i szyberdach, wspomaganie kierownicy, całe oświetlenie itd. Później okazało się, że działa nawet zapalniczka (nie była podpięta wtyczka) i jest oryginalna wiązka do radia. Niby w rajdówce to wszystko zbędne ale jak jest, to lepiej niech już działa. Do tego ubezpiecznie wykupione było do końca lutego 2016! (wprawdzie potem się okazało, że trzeba zapłacić jeszcze drugą ratę, ale i tak za cenę 300zł mam ubezpieczenie na niemal cały rok). Jazda próbna ujawniła jedyną wadę – coś stuka przy zmianie biegów z tyłu, ale poza tym auto było bez zarzutu. Po krótkich negocjacjach udało się uzyskać satysfakcjonującą cenę, choć wywoławczo auto przekraczało nieco mój założony budżet.

Podsumowując – co to za złom?
BMW 323i – silnik 2494ccm typ M52B25 z jednym vanosem (zmienne fazy rozrządu). Moc 170KM@5500rpm, moment 245Nm@3900rpm. Według fabryki ok. 1300kg i 8s do 100km/h. Ja na g-techu wykręciłem 7,26s, do 100km/h ale też auto trochę lżejsze, bo puste. Kupione na zimówka 205/50/16, aktualnie założone letnie 205/45/16, na stalówkach. Aktualnie są już dołożone płaskie boczki drzwiowe z PCV
Pierwszy start wóz ma już za sobą, ale o tym w następnym wpisie 😉

Autor: Szczepan Wojdyła

Szczepan Wojdyła - z zamiłowania i powołania kierowca, z wykształcenia politolog, zawodowo zajmuje się reklamą. W chwilach wolnych od pracy pisze bloga i pracę doktorską. Kocha samochody - im starsze tym lepsze, podziwia włoska motoryzację i uwielbia prowadzić wszystko, co ma kierownicę i 4 koła.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *