1/4 mili w Częstochowie.

W niedzielę 30 sierpnia stowarzyszenie Razem Bezpiecznie 2011 z Częstochowy po raz kolejny zorganizowało zawody na 1/4 mili. Szczerze mówiąc, mam nieco mieszane uczucia, choć na pewno należy docenić sam fakt zorganizowania tak dużych zawodów bez żadnej opłaty dla startujących.

Na imprezę zapisało się ponad 200 aut, ostatecznie zjawiło się ich jednak nieco mniej, bo na liście wyników było ok. 130 zawodników. Organizatorzy mieli wprawdzie niezły pomysł na sparowanie zawodników, przypisując im z góry odpowiednie numery startowe i ustawiając na jednym pasie zawodników z numerami parzystymi a na drugim z nieparzystymi ale najwyraźniej nie przewidzieli, że aż tylu kierowców się nie zjawi, w związku z czym cały pomysł nie wypalił.
Z mojego punktu widzenia całkowitym niewypałem był podział na klasy oparty tylko i wyłącznie na pojemności, bez uwzględnienia napędu i doładowania. Ktoś mógłby powiedzieć, że podobny podział sprawdza się przecież w KJS, jednak to nie do końca prawda, bo tam jest przynajmniej karny mnożnik pojemności dla aut z doładowaniem, które w tej sytuacji lądują klasę lub dwie wyżej. W Częstochowie wprowadzono tylko klasy pojemnościowe: do 1600, do 2000, do 3000 i ponad 3000ccm oraz klasę diesel.
Efekt był taki, że w klasie do 2. litrów jechały zarówno wolnossące 2-litrowe przednionapędówki o mocy ok. 150KM, turbodoładowana, tylnonapędowa toyota mr2 o mocy 240KM czy wreszcie mitsubishi lancer evo z napędem na 4 koła i mocy 300-400KM. Podobnie było w pozostałych klasach.

Chaos, to niestety jedyne słowo, które dobrze opisuje to co się działo przed startem. Zawodnicy rozstawieni byli na długości około 1 kilometra, przez co tak naprawdę nikt nie wiedział kto, kiedy i z kim startuje. Sytuacji nie poprawiali także chodzący z krótkofalówkami organizatorzy, którzy przekazywali sprzeczne informacje…

Ostatecznie na start podjeżdżał praktycznie kto chciał i jak chciał, w miarę pilnowano tylko tego, by nikt nie jechał więcej niż dwa razy, bo takie przyjęto zasady, choć nikt ich zawodnikom przed startem nie przedstawił Warto zaznaczyć, że „odprawa” która miała trwać od 12 do 15 (zawody miały zacząć się o 16) sprowadzała się do podpisania się na liście i otrzymania numeru startowego. Poza tym zero informacji co będzie dalej.

Po dwóch przejazdach po 5 najlepszych kierowców z każdej klasy miało stawić się do trzeciego, finałowego przejazdu. Ponieważ jednak wcześniej nikt nie podawał wyników, część zawodników, którzy się zakwalifikowali już pojechała do domu (było po 19). Nie ukrywam, że ja na tym skorzystałem, bo organizatorzy powiedzieli, że można podjechać zamiast nieobecnych, tak też więc zrobiłem.

Wcześniej problemy stwarzała też aparatura pomiarowa. Fajnie, że była, szkoda, że często się zawieszała a w kilku wypadkach, w tym także u mnie, niezasłużenie naliczała falstarty. Ostatecznie jednak udało się zawody doprowadzić do końca i rozdać (nawet ładne statuetki). Najlepszy czas zrobił chyba VW Golf z potężnym intercoolerem z jednego ze zdjęć – 9,99 ET.

No to teraz o moim starcie. Do pierwszego przejazdu szczęśliwie ustawiłem się z E46 323i. Szczęśliwie, bo fajnie się ścigać z kimś o podobnym możliwościach. Ja pojechałem 15,26 on 16,99. Ponoć nie wyłączył kontroli trakcji, ale myślę, że swoje zrobiła też na pewno różnica w masie na moją korzyść.
W drugim przejeździe ustawiłem się z jakąś hondą civic V, ale nie mam pojęcia co miała pod maską. Nie miało to zresztą znaczenia. Ustawiłem się do startu, wbiłem bieg i… aparatura pokazała falstart. Pomimo, że dalej stałem w miejscu. Spróbowałem cofnąć trochę, wtedy zaczęło się odliczanie światłami. Zanim wbiłem na nowo jedynkę i ruszyłem (praktycznie z jałowych obrotów) honda już wystrzeliła. Zostałem z tyłu, chociaż potem widziałem, że już mi jakoś bardzo ta honda nie odchodziła, ale to bez znaczenia, bo i tak zaliczyli mi falstart.
W 3 przejeździe trafiłem na… ariela atoma. Na szczęście w całych zawodach liczyły się tylko czasy, a nie to czy wygrało się z konkurentem na drugim pasie. Tym razem poszło nieźle. Pomijając fakt, ze atom szybko zniknął z przodu, poprawiłem minimalnie czas przejazdu ET – 15,23 ale też sporo czas reakcji – 0,16 zamiast 0,40 jak w pierwszym przejeździe.

W 0:40 mój przejazd 😉

Ogólnie, jak już wspomniałem, mam mieszane uczucia. Z jedne strony fajnie było pojeździć i porywalizować z innymi, zwłaszcza za darmo. Trasa była dobrze przygotowana, zabezpieczona itd. Z drugiej strony panujący chaos i brak informacji powodował lekkie zniechęcenie. Nie wiem, czy za rok zdecyduję się tam znowu pojechać, chociaż chyba zobaczę jak sobie radzą, bo bardzo podoba mi się to, że komuś chce się organizować tak duże zawody bez wpisowego. Inna sprawa, że głównym tłumaczeniem organizatorów jest właśnie to, że robią to za darmo. Może więc warto wprowadzić 20-50zł wpisowego?

Autor: Szczepan Wojdyła

Szczepan Wojdyła - z zamiłowania i powołania kierowca, z wykształcenia politolog, zawodowo zajmuje się reklamą. W chwilach wolnych od pracy pisze bloga i pracę doktorską. Kocha samochody - im starsze tym lepsze, podziwia włoska motoryzację i uwielbia prowadzić wszystko, co ma kierownicę i 4 koła.

3 myśli na temat “1/4 mili w Częstochowie.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *